Kocham miasta w ktorych mozna podczas spaceru przysiasc w kawiarni na dobra kawe, w USA to czasami trudne, dlatego tym bardziej doceniam, kiedy sie trafi.
No tak! Jak nie ma dobrej kawy – to nie pijemy żadnej kawy.
Nasza zasada i tego się trzymamy!
Mówisz, że w USA to czasami trudne? Zresztą to samo tyczy się pewnie jedzenia.
Zalezy gdzie sie jest, rozne historyczne , czy zrewitalizowane „hipsterskie”dzielnice maja coffe shopy, czesto polaczone z palarniami kawy, sklepikami i tam na mur beton jest dobra kawa. Sa sieciwki, lepsze i gorsze, tez bardziej przypominajace kawiarnie chociaz czesto bardziej w typie bistro niz krakowskiej czy wiedenskiej kawiarni (wg mnie roznica polaga na tym, czy mozna zjesc w nich lunch). Na suburbiach trudniej, choc czasami dobra kawe mozan dostac w jakims dinerze ale tu raczej trafia sie jadac samochodem wiec czasem lepiej zabrac swoja kawe w termosie. Z jedzeniem jest podobnie, chociaz nadal na „prowincji” mozna znalezc tzw „Mom and Pop” restauracje, bardzo siermiezne z wygaldu i troche kiczowate ale oferujace dobre kanapki, salatkli lub zupe albo jakies lokalne specjaly. Czasami genialne owoce morza gotowane na parze mozna kupic prosto z czyjegos dostawczaka, w ktorym stoi kociol z goraca woda albo z grilla rozstawionego przy trucku zaparkowanym gdzies na parkingu kolo sklepu monopolowego. Osobna kategoria, gdzie zawsze jedzenie jest super (choc specyficzne) sa fundrisery organizowane np rzez koscioly: fish albo chicken fry w takim miejscu to poezja (choc trzeba przymknac oko na styropianowe opakowanie i plastikowe sztucce no i raczej opcji vege tam nie ma). Coraz wiecej ejst tez latynoskich meijsc, ktore juz maja opcje vege. Ale warto szukac i skrzetnie notowac dobre meijsca na mapie bo trafiaja sie lokalne perelki.
Malgosia
Kocham miasta w ktorych mozna podczas spaceru przysiasc w kawiarni na dobra kawe, w USA to czasami trudne, dlatego tym bardziej doceniam, kiedy sie trafi.
admin
No tak! Jak nie ma dobrej kawy – to nie pijemy żadnej kawy.
Nasza zasada i tego się trzymamy!
Mówisz, że w USA to czasami trudne? Zresztą to samo tyczy się pewnie jedzenia.
Malgosia
Zalezy gdzie sie jest, rozne historyczne , czy zrewitalizowane „hipsterskie”dzielnice maja coffe shopy, czesto polaczone z palarniami kawy, sklepikami i tam na mur beton jest dobra kawa. Sa sieciwki, lepsze i gorsze, tez bardziej przypominajace kawiarnie chociaz czesto bardziej w typie bistro niz krakowskiej czy wiedenskiej kawiarni (wg mnie roznica polaga na tym, czy mozna zjesc w nich lunch). Na suburbiach trudniej, choc czasami dobra kawe mozan dostac w jakims dinerze ale tu raczej trafia sie jadac samochodem wiec czasem lepiej zabrac swoja kawe w termosie. Z jedzeniem jest podobnie, chociaz nadal na „prowincji” mozna znalezc tzw „Mom and Pop” restauracje, bardzo siermiezne z wygaldu i troche kiczowate ale oferujace dobre kanapki, salatkli lub zupe albo jakies lokalne specjaly. Czasami genialne owoce morza gotowane na parze mozna kupic prosto z czyjegos dostawczaka, w ktorym stoi kociol z goraca woda albo z grilla rozstawionego przy trucku zaparkowanym gdzies na parkingu kolo sklepu monopolowego. Osobna kategoria, gdzie zawsze jedzenie jest super (choc specyficzne) sa fundrisery organizowane np rzez koscioly: fish albo chicken fry w takim miejscu to poezja (choc trzeba przymknac oko na styropianowe opakowanie i plastikowe sztucce no i raczej opcji vege tam nie ma). Coraz wiecej ejst tez latynoskich meijsc, ktore juz maja opcje vege. Ale warto szukac i skrzetnie notowac dobre meijsca na mapie bo trafiaja sie lokalne perelki.